Czyli co słychać u Longinki oraz tak zwane "ciekawostki" codzienności :)))

sobota, 14 stycznia 2012

Piątek 13-tego... mieszane uczucia :/

Wydawało mi się, że w piątek 13-tego na pewno stanie się coś pechowego, chociaż nie szczególnie wierzę w te zabobony, starałam się też nie myśleć intensywnie o tej dacie. No i zaczęło się zupełnie niewinnie, a nawet szczęśliwie. Najpierw zapukał do drzwi kurier z przesyłką, której spodziewałam się bardziej w poniedziałek :) Bardzo się ucieszyłam. Potem NARESZCIE znalazłam kalendarz po prostu wymarzony, właśnie cały czas takiego szukałam!!! I prosz :))))


 troszkę tylko żałuję, że nie ma żadnej tasiemki do zaznaczania "gdzie jestem" ale wymyślę jakiś  drobiazg :P
No to z przyjemnych rzeczy to by było na tyle, popołudnie nie było już tak miłe... Musiałam jechać na uczelnię (okazało się, że nie potrzebnie) więc już byłam wściekła, że zmarnowałam czas i pieniądze na podróż (a nie mam blisko niestety) potem zamiast wrócić na max 20.00 do domu, dotarłam po 23.00 (znajomi mnie odwozili - chodź, będziesz szybciej, i tak jedziemy itd) Dziękuję- więcej nie skorzystam- zakodowane już jest. Więc zła i zmęczona padłam z myślą, że dziś pobudka skoro świt, trzy egzaminy, no i nie mogłam zasnąć- żeby nie zaspać...coś okropnego. 
A sobota okazała się jednym wielkim okienkiem...pomiędzy egzaminami miałam kilkugodzinne przerwy :( Niech to się już skończyyyy...
Akcentem optymistycznym jest tylko to, że widziałam się z Moim Rycerzem 3 godziny w ciągu dnia :) jeszcze 5 dni i wraca!!!


                 Paaaaaaa

1 komentarz: