Czyli co słychać u Longinki oraz tak zwane "ciekawostki" codzienności :)))

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Drobne zakupy- kosmetyczne też :)

Dzisiaj miałam trochę "biegający dzień", głównie polegający na robieniu zakupów, więc jak prawdziwa kobieta powinnam być przeszczęśliwa :) i poniekąd takaż jestem. Ale (zawsze jest jakieś "ale" ) wybrałam się na zakupy spożywcze, a to nie moja wina, że po drodze miałam Rossmana i Naturę prawda? Nie mogłam się oprzeć żeby nie zajrzeć, na swoje usprawiedliwienie mam tyle, że i tak mydło w płynie się kończy :) trzeba było kupić, a przy okazji (no i teraz się zacznie)
jako pierwszy do koszyka wpadł pędzelek do rozcierania cieni za jakieś 6zł więc hop
w domu po rozpakowaniu pomyślałam, że chyba nie o taki mi chodziło do końca...ślepa byłam w tym sklepie czy co...? Chociaż może nie będzie tragedii? Jutro wypróbuję.
Potem pilnik do paznokci (już darowałam sobie fotkę) i w Naturze to na tyle, bo spotkałam znajomą i już po zakupach :( Przy kasie dostałam miniaturke płynu do płukania jamy ustnej GRATIS 
z kuponem
Potem zajrzałam do Rossmana (już bez koleżanki) no i wspomniane mydło w płynie Luksja zakupiłam, a także odżywkę do włosów, gdyż moje od niedawna są w marnej kondycji... ale od początku.
Z polecenia którejś dziewczyny z YT skusiłam się bardzo dobrą recenzją i kupiłam jedwab do włosów
wszystko fajnie, konsystencja, zapach ale włosy zaczęły mi się tak elektryzować, jak nigdy przedtem! Zresztą nie pamiętam żeby się kiedyś elektryzowały... poza tym zauważyłam, że końcówki moich włosów są strasznie szorstkie, połamane i porozdwajane. Nie wiem czy to wina tego jedwabiu ale nie jestem zbytnio z niego zadowolona i postanowiłam go odstawić może do wiosny?
W ramach kuracji wspomniana odżywka:
do spłukaiwania, do ciemnych włosów, za nie całe 5zł, Drożdże piwne i owoc granatu, pięknie pachnie,  będziemy testować :)
Następnie wypatrzyłam lakier do paznokci :) 
przypomniałam sobie, że przecież paznokcie też się posypały i trzebaby je zaczarować (cholera to wszystko przez tą zimę!!! Cera, włosy i paznokcie!!! Albo dieta do bani... W każdym razie lakier chyba 4,50 mnie kosztował :) kolorów co niemiara ale wybrałam ten NUDE na początek. Malowałam już dwa razy, ponieważ dwie czy trzy warstwy mocniej kryją ale łatwo się zdzierają więc póki co mam jedną warstwę, jak podrosną to może się pochwalę :) 
A na koniec pokażę Wam szampon, który mnie zawiódł strasznie :( i już go nie kupię :(


Jest to wersja do włosów łamliwych i matowych, który miał spowodować gładkość i połysk... Boże, spowodował przede wszystkim łupież i to, że od nasady włosy się przetłuszczają, a końcówki suche jak wiór i właśnie matowe i łamliwe to zaczęły dopiero być :( Kiedyś lubiłam firmę Gliss Kur i mam nadzieję, że to moja wina, że źle dobrałam sobie szampon, a nie wina firmy, że spadła na psy...
Jeśli macie inne zdanie na przedstawione produkty albo jakieś propozycje, porady lub cokolwiek :) to piszcie :)))))


                       Paaaaaaaa :))

niedziela, 29 stycznia 2012

Serialowa Zabawa ;)



Zaczynamy.
Krótki instruktaż:


1. Napisz, kto Cię otagował.

2. Opublikuj u siebie na blogu logo taga.

3. Wymień i opisz kilka swoich ulubionych seriali

4. Zaproś co najmniej 5 innych blogów


Zaprosiła mnie Wiolka http://malowanyfarbamizycia.blogspot.com/ więc bawimy się :))



Przyznam na wstępie, że nie jestem jakąś wielką fanką i miłośniczką seriali, ale jeśli czas pozwala i jest akurat wolny tv (Nieletni też ma swoje kanały) to wolę popatrzeć na polskie produkcje.
Jedną z tych, które zniknęły już z ekranów był serial ZŁOTOPOLSCY



Bardzo lubiłam Dionizego i jego "napoleońskie strategie", Marcysię i Marylkę :) 

Następny oglądany to: RANCZO




Obsada super, charakteryzacja aktorów rewelka, dowcipne dialogi, perypetie bohaterów najdziwniejsze, jeśli była taka możliwość to z przyjemnością oglądaliśmy mieszkańców Wilkowyj.


Do dzisiaj śledzę NA WSPÓLNEJ  choć nie przepadałam od początku za tym serialem :) No ale to już tyle lat, że nie pamiętam od którego momentu oglądam :)))


 No i zakończę najświeższym dzieckiem Pani Pilaszewskiej (którą również cenię) czyli PRZEPIS NA ŻYCIE




Ulubiona para Andrzejka "Żabci" i Beatki, Pola szalona nimfomanka, Zośka, Mania...no wszystkich nie będę wymieniać, bo na pewno każdy obejrzał przynajmniej jeden odcinek :) Obsada cudna.
Chyba więcej seriali nie śledzę, bardzo dużo jest takich, których nie włączyłam nawet na 2 minuty :)


A teraz zapraszam do zabawy:
inspiracyjną z bloga http://inspiracyjna.blogspot.com/
ann. z bloga http://ann513.blogspot.com/
Anię z bloga http://strawberry125.blogspot.com
ollę z bloga http://olla-mania.blogspot.com
april's station z bloga http://april-station.blogspot.com/p/hair-care.html


                   Paaaaaaaaaaa :)

czwartek, 26 stycznia 2012

Kozaczki czy Kaloszki?

Pogoda za oknem nie jest najsympatyczniejsza, ogólnie nie lubię zimy, jestem strasznym zmarźluchem :) Od dłuższego czasu zastanawiałam się nad obuwiem na tę porę, a wszystko dlatego, że jak nie było śniegu to nie było, jak dowaliło to wszystkie butki przemoczyłam, stargałam jak nie wiem. Druga strona medalu to: też takie buty mamy jakby z papieru czy co...? Oczywiście jak kogoś stać to ma porządne ale mnie jeszcze nie stać :) No i wymyśliłam sobie na pluchę i roztopy kaloszki ocieplane, połączone ze sztuczną skórką, długie jak muszkietery ale stópka mam nadzieję będzie sucha nareszcie :) A na mróz wiadomo- tradycyjnie kozaczki.


                 Paaaaaaaaaaa :)

wtorek, 24 stycznia 2012

MAM PRACĘ!!!!!!!!!!

Zadzwonili!!!!!!!!!! Mam Pracę!!!!!!!!!!!!! Matko bosko kochanosko nie wierzę!!!!!!!!!!!!!! Mam pracę!!!!!!!!!!!!

Rozmowa kwalifikacyjna...?

Jako że poszukiwań pracy końca nie widać tzn. mam nadzieje, że już bliżej niż dalej, po wczorajszym tel. z miejsca, w którym złożyłam swą kandydaturę dziś rano pojechałam na rozmowę... Przyzwyczajona do najróżniejszych spotkań i rozmów, najdziwniejszych pytań nie stresowałam się zbytnio, bo po co... Nie wiedziałam co mnie czeka tak naprawdę za drzwiami "Dział Personalny" ale ta rozmowa była jedną z najkrótszych i najbardziej banalnych jakie miałam okazję przeżyc :) Pan dyrektor wyglądał jak studencik w sweterku i dżinsach, próbował mi coś opowiedzieć o charakterze pracy na stanowisku, o które się ubiegałam i motał się niemiłosiernie, powtarzał co chwilę to samo po czym spytał- nie jest Pani przerażona? Pomyślałam tylko, że jak patrzę na Ciebie biedaku to jestem ale z uśmiechem odpaliłam mu, że nie, wszystko jest jasne. No to dziś po południu mają zadzwonić z odpowiedzią, gdyż jeszcze ktoś musi się wypowiedzieć :) ciekawe, jak nie brał udziału to się będzie wypowiadał...bez sensu, no ale czekam, jeszcze z 3 godz. W głębi duszy mam nadzieję, że dostanę tę robotę, nie jest jakaś super mega zachwycająca ale mam już serdecznie dość szukania pracy :( Ach najważniejsze! Najbardziej zdziwił mnie fakt iż wszystko trwało może 5min. :))) 

piątek, 20 stycznia 2012

Maseczka Tajski Kwiat Lotosu Planet SPA :)

Oczywiście maseczkę już zrobiłam, muszę Wam powiedzieć, że jestem zachwycona. Nakładamy cienką warstwę w kolorze lekko fioletowym, bardzo przyjemnie pachnącą, po kilku chwilach robi się biała i lekko zasycha. Po 5 minutach pięknie zmywa się wacikiem niemalże jednym ruchem (no dobra-zużyłam 3szt) i nie wiem czy to możliwe ale mam wrażenie, że pory się pozamykały, nie mam takich czerwonych plam w okolicy nosa i w ogóle cudeńko :))) Kosztowała 9,90 w promocji i jestem pewna, że będzie to moja Ulubiona Maseczka głęboko oczyszczająca pory. 
Mam jeszcze miniaturki błotnej z minerałami z Morza Martwego, która detoksykuje i ujędrnia ale ta jest jednak lepsza. POLECAM.


              Paaaaa :)))

Mały "Projekt Denko" i pierwsze zamówienie Avon :)

Nie wiedzieć czemu bardzo lubię jak kończy się żel pod prysznic np. albo cokolwiek innego co stoi w łazience :) jestem chyba trochę zboczona pod tym względem, ale uczucie wyrzucenia pustego opakowania i postawienie "nowego" poprawia mi humor :) Podobno moja Mama ma tak samo, więc nie jestem oryginalna :( Ktoś pomyśli, że jestem strasznym zanieczyszczaczem środowiska skoro tak to lubię ale spoko luz- staram się segregować śmieciuchy (szkło, plastik itp) i wydaje mi się, że nie śmiecę jakoś przesadnie... No ale wracając do pustego, z rozpędu pozbyłam się opakowania po szamponie i paście do uzębienia, a potem pomyślałam o fotce-za późno. Złapałam tylko to:
od lewej: korektor z Avon (mało używany, bo jakiś ciemny się okazał albo ja wyblakłam, no i w końcu się przeterminował) Czy kupię kolejny? Nie wiem, zastanawiam się, może poszukam czegoś w drogerii...?
Żel do depilacji- naste opakowanie, jestem zadowolona, na pewno kupię jeszcze sporo :)
Mus truskawkowy pod prysznic- szczerze mówiąc nie mogłam się doczekać kiedy się skończy :) 400ml więc butla i jakiś taki byle jaki :))) Nie kupię, zresztą już chyba go nie robią i bardzo dobrze.
Doczekałam się również mojego zamówienia pierwszego w tym roku, trochę skromniutkie jeśli chodzi o ścisłość :) ale mam niezłą kolekcję do zużycia.
Zamówiłam maseczkę głęboko oczyszczającą, muszę się zmobilizować do oczyszczenia cery...wiem, wiem, latka lecą i natura bywa złośliwa ale może da się trochę oszukać :)))
Krem do stópek, gdyż dbamy o nie przez cały rok, a nie tylko latem. Używałam wszystkich specyfików Avonu do stóp ale w tubkach, ten krem będę testować po raz pierwszy.
No i na koniec płyn do kąpieli, oszalałam na punkcie tego zapachu :) chociaż nic nie przebije płynu piżmowego, już go dłuuuuuugo nie ma, a szkoda...kupiłabym kontener :) I to by było na tyle.
Do ogarnięcia mam jeszcze dwie prace (semestralną i I rozdział licencjackiej), a zapału tyle co kot napłakał :))) Ech....
                                            Paaaaaaaaaaa :)

środa, 18 stycznia 2012

Krem na zimę

Odkąd zaczęły się mroźne dni i wieczory moja cera zmieniła również swój wygląd. Jeszcze w listopadzie mogłam spokojnie używać kremu matującego do twarzy (z Yves Rocher Sebo Specific-fajny), ale już w grudzniu nie radził on sobie z suchymi plamami na policzkach czy czole. No i zaczęło się poszukiwanie odpowiedniego kremu... Najpierw skusiłam się na Avon Naturals Odżywczy krem Mleko i Miód 125ml. No wszystko ładnie pięknie ale sucha skóra jeszcze jest, mniej ale jest. Oczywiście jest to problem, bo podkład też nie wygląda za dobrze w takich miejscach, a bez podkładu to już w ogóle O Mamo!!! No i dziś z rana akurat przechodziłam obok Rossmana (nie czuję, że rymuję) weszłam po pastę do zębów, a wyszłam dodatkowo z kremem :)



Mam nadzieję, że ten będzie odpowiedni, ładnie pachnie i będę się maziać rano i wieczorem :) Teraz jest aż za 4 z groszem więc normalnie majątek trzeba zostawić :) 
Avon zostaje na wiosnę ewentualnie do ciała.


               Paaaa  :)

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Koszmarne sąsiedztwo!!!

Jeśli kiedykolwiek narzekaliście na głośnych sąsiadów, bo słuchają muzykę albo imprezują do późna albo Bóg wie co tam jeszcze, to jest to "Pan Pikuś" w porównaniu z tym  co dzieje się za ścianą obok naszego mieszkania :( Mam kilka opcji jakie przychodzą mi do głowy: agencja towarzyska, sado-masochiści, zwierzyniec (to akurat komplement dla tego elementu) ogólnie rzecz biorąc mega załamka!
Zacznę od tego, że mieszkanie obok generalnie stoi zawsze puste, w sensie właściciele rzadko się pojawiają, nawet nie wiem jak wyglądają, od czasu do czasu latem ktoś był w weekend i tyle (od razu impreza więc myślałam, że jest to taka chata na imprezki) W tę sobotę zaczął się koszmar, późnym wieczorem odgłosy jakie dobiegały zza ściany w pierwszej chwili podsunęły mi na myśl, że kobieta ma bóle porodowe, nawet mi jej było szkoda przez chwilę, ale kiedy usłyszałam dwa głosy męskie- zgłupiałam... Potem już było tylko gorzej, bluzgi, jęki, krzyki, śmiechy i to wszystko podczas uprawiania sexu... Byłam zniesmaczona do granic, ale pocieszałam się, że zaraz skończą, jutro niedziela, na pewno wyjadą i znowu będzie spokój. Ale nie :( Skoro świt w niedzielę to samo, zamiast budzika: jęki obrzydliwe tej dziuni, masakra jakaś po całości. W ciągu dnia bez zmian, a tyle wulgaryzmów z ust "lali" daaawno nie słyszałam, niestety nie wyjechali i pół nocy dzisiejszej znowu się bili, śmiali, kleli, myślę, że nie są to normalni ludzie ani trzeźwi, a alkohol to tylko mały dodatek do tej zabawy. Od 6 znowu pobudka, miałam ochotę wyjść z własnego mieszkania, bo nie da się nawet tv posłuchać...co za koszmarni ludzie! Jak bydło.
Nie życzę nikomu takiego sąsiedztwa, a o miłości chyba pojęcia nie mają...
Zastanawiam się tylko nad tym, czy jak towarzystwo zaloguje się tu na dłużej, czym wygłuszyć mam ściany...
              Paa

sobota, 14 stycznia 2012

Piątek 13-tego... mieszane uczucia :/

Wydawało mi się, że w piątek 13-tego na pewno stanie się coś pechowego, chociaż nie szczególnie wierzę w te zabobony, starałam się też nie myśleć intensywnie o tej dacie. No i zaczęło się zupełnie niewinnie, a nawet szczęśliwie. Najpierw zapukał do drzwi kurier z przesyłką, której spodziewałam się bardziej w poniedziałek :) Bardzo się ucieszyłam. Potem NARESZCIE znalazłam kalendarz po prostu wymarzony, właśnie cały czas takiego szukałam!!! I prosz :))))


 troszkę tylko żałuję, że nie ma żadnej tasiemki do zaznaczania "gdzie jestem" ale wymyślę jakiś  drobiazg :P
No to z przyjemnych rzeczy to by było na tyle, popołudnie nie było już tak miłe... Musiałam jechać na uczelnię (okazało się, że nie potrzebnie) więc już byłam wściekła, że zmarnowałam czas i pieniądze na podróż (a nie mam blisko niestety) potem zamiast wrócić na max 20.00 do domu, dotarłam po 23.00 (znajomi mnie odwozili - chodź, będziesz szybciej, i tak jedziemy itd) Dziękuję- więcej nie skorzystam- zakodowane już jest. Więc zła i zmęczona padłam z myślą, że dziś pobudka skoro świt, trzy egzaminy, no i nie mogłam zasnąć- żeby nie zaspać...coś okropnego. 
A sobota okazała się jednym wielkim okienkiem...pomiędzy egzaminami miałam kilkugodzinne przerwy :( Niech to się już skończyyyy...
Akcentem optymistycznym jest tylko to, że widziałam się z Moim Rycerzem 3 godziny w ciągu dnia :) jeszcze 5 dni i wraca!!!


                 Paaaaaaa

czwartek, 12 stycznia 2012

Moja Aromaterapia :)

Bardzo lubię świece, olejki, różne zapaszki dolatujące z niewiadomych zakątków :) Na poprawę nastroju często zapalam swój kominek, wlewam wodę, kilka kropel cudownego olejku, odpalam świeczuszkę i robi się jakoś fajniej, spokojniej, przyjemniej...


Miałam całkiem niezłą kolekcję olejków, w zależności od pory dnia, roku lub ogólnie nastroju używałam mocniejszych lub świeższych zapachów. Niestety pokończyły się i zostały mi tylko te trzy:
ostatnio rządzi Drzewo Sandałowe :) strasznie mi się podoba ten zapach!!! Orientalny jest dość mocny, ale też go lubię, a mandarynka i zielona herbata to bardzo świeża wersja, najczęściej go używam przy prasowaniu...skojarzyło mi się :) Miałam jeszcze Morski i Waniliowy- też takie dzienne zapachy, nie lubię żadnych leśnych, szyszkowych czy roślinnych, takich ziołowych.
Do palenia samych świeczuszek mam też takie cuda:
jednak przyznaję, że rzadko ich używam :) pełnią rolę bardziej ozdobną niż funkcjonalną :)
No i moim ostatnim nabytkiem, z którego jestem mega zadowolona jest taki odświeżacz z patyczkami bambusowymi :)
mam go już ponad miesiąc i na pewno jeszcze kupię inne zapachy :) Patyczków było więcej i zapach był intensywniejszy ale jeden "zamontowałam" w łazience, jeden u Nieletniego i muszę powiedzieć, że działa! Widziałam w Rossmanie takie małe wersje po 6zł zdaje się :) do łazienki i kibelka w sam raz :)))
Dla mnie osobiście takie formy zapachu w domu są zdecydowanie lepsze od tych wtyczek do kontaktu (też próbowałam) 


           Paaaaaa :)

środa, 11 stycznia 2012

Bez Kawy ani rusz!

Wiem, że miałam się uczyć od rana ale to nie takie proste...oczywiście jest tysiące rzeczy znacznie przyjemniejszych od notatek, chociażby pranie czy obiad, cokolwiek! Dodatkowo samopoczucie mizerne doskwiera gdyż Rycerz wyjechał, Nieletni zaraz po szkole pojechał na trening (obiad zbędny okazuje się)
Wczoraj nie mogłam zasnąć chyba do 2, dziś ledwo chodzę, także jedyna nadzieja w kawusi.




Może postawi mnie na nogi...?
Stos papierów piętrzący się na stole przyprawia mnie o stan przedzawałowy normalnie :(
Wydawałoby się, że warunki do nauki Panowie stworzyli mi idealne, tylko zapomnieli zostawić trochę energii, zapału, poczucia obowiązku odrobinkę! 


Bądź mądry człowieku i się ogarnij...
No, to idę ogarnąć pralkę, bo właśnie skończyła :) (takiej to dobrze)


To paa

wtorek, 10 stycznia 2012

Z serii "Dzień jak codzień"

I po urodzinach :)
Mnóstwo życzeń (w różnych formach, wszystkie piękne) się nie spodziewałam aż tylu :) Dzień ogólnie minął bardzo przyjemnie i skończył się jeszcze przyjemniej :)))
Powoli przymierzam się do zrobienia notki o Projekcie Denko, ale jeszcze chwila...póki co mam dylemat jeśli chodzi o zamówienie z Avonu, z Yves Rocher też :) Kuszą i kuszą z każdej strony! Jak się zdecyduję w końcu to też napiszę.
Po wędrówkach blogowych muszę przyznać, że jest co czytać :) Czasem mam wrażenie, że znam autorkę, ale nieee :( Po raz pierwszy będę się bawiła w tzw. rozdanie u Babska Rzecz, ciekawe :)
A tak poza tym wracam do szarej rzeczywistości...sesja nadciąga wielkimi krokami, trzeba się nieco pouczyć, poczytać, się nie obejrzę jak trzeba będzie zacząć pisać pracę licencjacką...szczerze mówiąc nie bardzo mam zacięcie aby nawet o tym myśleć... W czasach kiedy nie mogę znaleźć pracy, doszłam do wniosku, że szkoła tylko mi przeszkodziła zamiast pomóc. No ale jest już tak blisko końca, że szkoda to rzucić w cholerę, a i tak podejrzewam nie przyda mi się to czego się "uczę". No nic- pożyjemy - zobaczymy. Mam nadzieję, że jutro będę miała lepszy nastrój :)
  
 Paaaaaaa

niedziela, 8 stycznia 2012

WOŚP w naszym domku :)

Od rana Nieletni bardzo podekscytowany, pierwszy raz był wolontariuszem, na dodatek taka akcja to jest coś :) Odebrał ze szkoły puszkę, identyfikator i skierował się najpierw do domu. Rozbroiliśmy skarbonki, schowki i inne miejsca, w których leżały drobniaki i zapełniliśmy puchę :))) Zadowolony poszedł "w miasto".
Po południu mieliśmy gości, ponieważ jutro są moje urodziny :) dziś przyjęliśmy Rodziców: kawunia, herbatunia i ciaaachooo :)))
Wieczorkiem Chłopaki zagrali w szachy, a ja mogłam sobie poczytać min. kilka blogów, sprawdzić pocztę i takie tam :)


No i oczywiście tradycyjnie pojechaliśmy obejrzeć Światełko do Nieba. W zeszłym roku akurat wracałam z zajęć i byłam w Warszawie pod Pałacem, dziś byliśmy pod Warszawą. Nakręciłam filmik :)
Było suuuuperrr!!! Lepiej niż w Sylwestra :)


http://www.youtube.com/watch?v=E7SA9-c9ZxE&feature=g-upl&context=G2f14c3fAUAAAAAAAAAA


Ha! Mam jeszcze autograf Owsiaka z pierwszej Orkiestry, byłam wolontariuszką (wtedy nie dawali nam identyfikatorów) i z zeszytem od matmy albo fizyki (została tylko kartka ) delegacją z naszej podstawówki pojechaliśmy do TV :) Ech...fajne czasy, szczytny cel, mnóstwo wrażeń i poczucie spełnienia dobrego uczynku :) to budujące.


   Paaaaaaaa

sobota, 7 stycznia 2012

Choinka czy storczyk...?

Po choince nie ma już ani śladu… co prawda nie dlatego, że się sypała, (bo mamy sztuczną) ale dlatego, że zazwyczaj rozbieramy drzewko po „Trzech Królach” , a poza tym zakwitł storczyk na parapecie, co wydaje mi się pewną anomalią przyrodniczą :) Zawsze wydawało mi się, że kwiaty kwitną na wiosnę… ale żeby w styczniu?





No i jakoś tak bez śniegu to wszystko wydawało się nijakie, nawet te lampeczki na balkonie (pierwszy raz zrobiliśmy coś takiego z balkonu!) Może jeszcze uda mi się zrobić kilka fotek co to ludzie wyprawiają… neony mrygające na kilometr niczym sklep nocny co najmniej :) W sumie nie czepiam się  strojenia balkonów, choinek na zewnątrz itp. Tylko niech to będzie z umiarem. 

Żeby jednak zostawić jeszcze chwilę namiastkę Świąt, na stole nadal króluje stroik. Dołożyłam tylko kilka plasterków pomarańczy z goździkami, które wisiały na choince i już.





Przed nami Wieczór Filmowy przed TV, Rycerz wynalazł jakieś seanse, herbatkę zapodam i luzzz.
Paaaaa

czwartek, 5 stycznia 2012

Wieczór z Chińczykiem :)

Od kilku dni jestem "śnięta", budząc się mówię, że nie mam siły żyć, a wszystko przez to co widzę za oknem...Dopiero po południu mogę działać- dobre i to. Zazdroszczę Wszystkim, którzy od rana są pełni energii. 
Wczorajszy wieczór spędziliśmy jak zwykle w trójkę (ja i moi Panowie, a no i pies więc w czwórkę) Rycerz zrobił pysznego drinka i zaczęliśmy grać w chińczyka :))))
Było śmiesznie :)))
ja byłam czerwonymi, Mój Rycerz zielonymi i Nieletni żółtymi :)
trochę ich pozbijałam i biegłam do "garażu"
i jako pierwsza zakończyłam pierwsze starcie, kolejne wygrał Nieletni i pojechał na basen, a my gościliśmy znowu moją koleżankę ;)
A teraz chciałabym chwilę poczytać przy herbacie z miodem, a później przygotuję pyszną zapiekankę z makaronem na kolację. Mam nadzieję, że jutrzejszy dzień będzie zdecydowanie bardziej energetyczny dla mnie i dla Was.
Lubicie grać w chińczyka? :))))))
     Paaaaaaaa

Szybki podgląd na mega szybką zapiekanę:

gotujemy makaron (wstążki np)
w międzyczasie kroimy w kostkę cebulę i kiełbasę
będzie potrzebny też ser żółty, przyprawy (sól, pieprz, czosnek, zioła prowansalskie-co kto lubi)
podsmażamy cebulę z kiełbasą, w zależności od ilości porcji można się zmieścić ze wszystkim na patelni, jednak ja wszystko przekładam do naczynia żaroodpornego i wstawiam jeszcze do piekarnika, ale zanim to nastapi to trochę ugotowanego makaronu wrzucam do kiełbasy, wbijam jedno lub dwa jajka, przyprawiam i sru do naczynia. Miącham wszystko razem i na górę układam plastry sera, można to też zrobić warstwowo-jak kto woli.
A oto całość przybrana pomidorkiem
Nieletni wali ketchup, miącha i się zajada, a my mamy jeszcze sos Tao Tao słodkie chili, sos czosnkowy, naprawdę wszystkim można sobie urozmaicić. Smacznego :))))) 

niedziela, 1 stycznia 2012

Nie ma jak spontan :)

Wszystko fajnie, pięknie, oczywiście plany były inne, a wyszło jak zwykle :) Do północy trochę z Polsatem, potem petardziochy piękne (niestety zapomniałam zabrać aparatu ze stołu), potem zmieniliśmy lokal, więcej znajomych, było wesoło.
Wróciliśmy po 5 i jak pomyślałam sobie, że mam rosołek to zasnęłam z uśmiechem na twarzy :)))
Dziś pojawiły się jakieś zakwasiki po tańcach-wygibańcach, chrypka ale nic to, oby ten rok był tylko tak udany jak ta  jedna noc... :)


      Paaaa