Jeśli kiedykolwiek narzekaliście na głośnych sąsiadów, bo słuchają muzykę albo imprezują do późna albo Bóg wie co tam jeszcze, to jest to "Pan Pikuś" w porównaniu z tym co dzieje się za ścianą obok naszego mieszkania :( Mam kilka opcji jakie przychodzą mi do głowy: agencja towarzyska, sado-masochiści, zwierzyniec (to akurat komplement dla tego elementu) ogólnie rzecz biorąc mega załamka!
Zacznę od tego, że mieszkanie obok generalnie stoi zawsze puste, w sensie właściciele rzadko się pojawiają, nawet nie wiem jak wyglądają, od czasu do czasu latem ktoś był w weekend i tyle (od razu impreza więc myślałam, że jest to taka chata na imprezki) W tę sobotę zaczął się koszmar, późnym wieczorem odgłosy jakie dobiegały zza ściany w pierwszej chwili podsunęły mi na myśl, że kobieta ma bóle porodowe, nawet mi jej było szkoda przez chwilę, ale kiedy usłyszałam dwa głosy męskie- zgłupiałam... Potem już było tylko gorzej, bluzgi, jęki, krzyki, śmiechy i to wszystko podczas uprawiania sexu... Byłam zniesmaczona do granic, ale pocieszałam się, że zaraz skończą, jutro niedziela, na pewno wyjadą i znowu będzie spokój. Ale nie :( Skoro świt w niedzielę to samo, zamiast budzika: jęki obrzydliwe tej dziuni, masakra jakaś po całości. W ciągu dnia bez zmian, a tyle wulgaryzmów z ust "lali" daaawno nie słyszałam, niestety nie wyjechali i pół nocy dzisiejszej znowu się bili, śmiali, kleli, myślę, że nie są to normalni ludzie ani trzeźwi, a alkohol to tylko mały dodatek do tej zabawy. Od 6 znowu pobudka, miałam ochotę wyjść z własnego mieszkania, bo nie da się nawet tv posłuchać...co za koszmarni ludzie! Jak bydło.
Nie życzę nikomu takiego sąsiedztwa, a o miłości chyba pojęcia nie mają...
Zastanawiam się tylko nad tym, czy jak towarzystwo zaloguje się tu na dłużej, czym wygłuszyć mam ściany...
Paa
Współczucia... Ja mam problem zawsze z moimi sąsiadami z dołu - studenci robią regularnie imprezy a mnie to wkurza - ale takie jaja jak u Ciebie to faktycznie grubsza sprawa. Moze zadzwon na policje jak znow sie powtórzy...
OdpowiedzUsuńMyślę również o tym...
OdpowiedzUsuń