Wreszcie jakiś wolny dzień!!!! Koniec ze wstawaniem o 4 :))) Od poniedziałku mam drugie zmiany więc do 7 spokojnie śpimy. Zjazd też dopiero za dwa tyg. więc mam nadzieje naładować akumulatorki.
Niestety egzaminy nie poszły tak jakbym chciała czyli oblałam dwa z trzech ale cóż, zdarzyło mi się to pierwszy raz i to dopiero na ostatnim roku więc i tak nie jest najgorzej :) Myślę, że to wina przemęczenia po prostu...(na coś zawsze trzeba zrzucić)
A dziś wyspałam się nareszcie i nadrabiam zaległości domowe :) zrobiłam dwa prania, obiad, a teraz zabieram się za prasowanie, które zerka na mnie już ładnych kilka dni i rośnie, i rośnie, a ja tylko piorę i dokładam, piorę i dokładam...masakra! Zgodnie z moją "prasowalniczą" tradycją zrobię kawusię, zapalę świeczuszki, ulubiony olejek i odpalę żelazko, przy którym spędzę pewnie najbliższe 2 godz. Zawsze tak robię :) Nie ma Mojego Rycerza ani Nieletniego więc jest okazja do zerkania w tv przy okazji :P
taką porcję pochłonęłam przed prasowaniem :) (szczerze mówiąc to obiad jadłam może dwa razy w tym tyg. stąd nieco spora porcja hahaha)
ciuchów przybywa, a ile się suszy jeszcze...no i jedna górka jeszcze czeka na pranie. Matko Bosko...
No to do roboty!!!
Paaaaaaaaaaaaa :)))))))))))
Hehe... ja nie przepadam za prasowaniem, ale jak już wpadnę w ten rytm to jakoś idzie. Będę miałam całą góre prasowania w przyszłym tygodniu , ale nie chce narazie o tym myśleć :)
OdpowiedzUsuńU mnie też magicznie pranie rośnie i rośnie i rośnie .... prasować nienawidzę :)
OdpowiedzUsuń