To był ciężki dzień i cieszę się, że już dobiega końca.
Śpię po 4 godz na dobę więc juz nie mam siły chodzić, a co dopiero myśleć :)
Po pracy musiałam wstąpić do biblioteki oddać zaległe podręczniki, ale też wzięłam następne. Z tym balastem u nogi zawlekłam się przez pół miasta do banku, do sklepu i ledwo na przystanek. Oczy same się zamykały. Od autobusu szłam już jak pijana, noga za nogą, dziwnym chwiejnym krokiem, z siatami, spuchniętymi nogami...brak słów. Potem obiad i kiedy usiadłam w fotelu na chwilkę nie wiem kiedy zasnęłam...długo to nie trwało, gdyż juz był późny wieczór i tak, a ja jeszcze obiecałam mojej koleżance, że ją odwiedzę chociaż na chwilkę (wróciła ze szpitala bidulka po usunięciu nowotworu...) No i poszłam, ale tylko na godz. i do domku, kolacja itd. Trochę się znowu ożywiłam ale to chwilowe, muszę szybko spać, bo za 4 godz. znowu pobudka i wszystko od nowa...
Paaaaaaaaaaaaa
Dużo spraw, dużo się dzieje ale ja lubie takie dni. Wtedy mam poczucie że wykorzystuje mój czas na maxa :)
OdpowiedzUsuń